A teraz krótka relacyjka z wieczoru 27 czerwca... Miało być poetycko, lirycznie, oryginalnie, ale wszyscy mnie popędzają, chcą zobaczyć naszyjnik, otoczenie i w ogóle, więc będzie krótko i zwięźle.
Na początku szliśmy. Bardzo długo szliśmy klifami, słonko grzało, mnie męczyło pragnienie i nawet przez ułamek sekundy nie podejrzewałam cóż ten Grisza ma niecnego w planach.
Poniżej: idziemy.


Wreszcie Grisza zarządził odpoczynek na skałach, zrobił szybką przyczajkę z plecakiem...

...wyciągnął co należy iii.... już wiedziałam, cóż ten Grisza ma niecnego w planach :)
Poniżej już jako Narzeczeni:

A tutaj rozanielona ja:



I uwiecznienie miejsca:
No i kawiarenka nad oceanem, która wyrosła przed nami w samą porę, aby wznieść toast... Nie mogła być zlokalizowana w lepszym miejscu...
A na sam koniec zaszło słońce :) I mamy full romantic scenery :)

A zatem oficjalnie to za jakiś roczek z kawałkiem... będziemy się weselić:)

Ale się spijemy na Mazurach!
OdpowiedzUsuńPiękny naszyjnik :)
Gratulacje
Czekamy na weselicho :P
Niesamowity zwrot akcji weselnych :) Pozdrawiamy Gratulujemy i szykujemy sily na next year !! p
OdpowiedzUsuńgratulacje!!!! super romantyczna sceneria!!!
OdpowiedzUsuń