...wyglądał tak:
7.00 - klawy Rychu wierci się w swej koi, gada do siebie, ew. Wojtka, w końcu łapie kotleta i następuje cisza. Reszta z ulgą zasypia ponownie. Od mniej więcej połowy wyjazdu powyższe odbywa się bez łapania kotleta, gdyż Klawy Rychu zaczyna pić dopiero wieczorem. Czyli o 14.00.
9-10.00 - towarzystwo powoli się budzi, część idzie pod prysznic i płaci, część idzie pod prysznic i nie płaci, część idzie pod prysznic i nie "zdąża", a część nie idzie w ogóle, bo "jestem k*** na wakacjach!" Wojtek idzie kombinować śniadanie.
10-11.00 - Wojtek robi śniadanie, którego obowiązkowym składnikiem jest czosnek i cebula pokrojona w partyzanckie plastry. Przeliczamy ile kotletów zostało lub nie zostało, a zostać powinno.
11.00-12.00 - robi się patelnia, więc towarzystwo wskakuje do jeziora (jeśli jezioro nie ma czarnego koloru i konsystencji smoły) albo rozłazi się we wszystkie strony (do sklepu po jedzenie, do sklepu po kotlety, na lody, do kantoru, w plener, na hamaki, na bunkry, pozmywać, posprzątać, wysikać się, umyć zęby, sklarować grilla, do sklepu po ziemniaki, do bosmana po kabelek, znaleźć tego, kto się zgubił, znaleźć tego, co poszedł szukać tego, co się zgubił itp...)
12.00-13.00 - towarzystwo powoli się złazi, wypływamy. Rozpoczyna się klarowanie kotletów i trwa do momentu, gdy ostatni członek załogi nie zaśnie.
13-14.00 - rzucamy kotwicę i po kolei wskakujemy do jeziora. Następuje krótka przerwa w klarowaniu kotletów. Mój Narzeczony za każdym razem stara się wdzięcznie wskoczyć do wody z płetwami - pod koniec tygodnia prawie mu się udaje :) Po wyjściu z wody atakują nas ogromne końskie muchy.
15.00 - Konsumpcja kanapek ze smalcem/ pasztetem i ogórkami. I cebulą. Brawa dla Rodziców za smalec i ogórki. I pasztet.
Gdzieś pomiędzy wypłynięciem z, a dobiciem do portu - do wyboru: wpłynięcie na mieliznę, zarycie sterem w dno, niekontrolowana rufa, wplątanie fału od płetwy sterowej w silnik, przyłapanie przez policję w kanale na ostentacyjnym klarowaniu kotletów.
17.-18.00 - narada: gdzie dobijamy, co jemy i kalkulacja: ile kotletów zostało na głowę do wieczora?
19.00 - Dobijamy do portu. Szukamy sklepu z kotletami tudzież restauracji, która "na pewno gdzieś tu jest i jest zajebista".
20.00-24.00 - Gra w tysiąca rodzinami/ ognisko/ koncert/ bramka dla nowożeńców. Codziennie coś innego. Codziennie tak samo absurdalne rozmowy. Lubimy absurdy.
24.00-3.00 rano - Klawy Rychu wpada przez vorluk i, gadając do siebie, zasypia. Przerwa w klarowaniu kotletów na ok. 4-5 godzin.
Ulubione cytaty (zrozumiałe dla wtajemniczonych):
1. "Grzechu... podaj srajtaśmę..." (Klawy Rychu)
2. "Muszę wyjść na pokład, bo tu, na dole, panuje zbyt naukowa atmosfera." (Wojciech)
3. "A czy pani ma pojęcie o żeglowaniu?" (policjant)
I obowiązkowo dokumentacja fotograficzna:









Roxy, na jednej focie wyglądam jakbym była w ósmym, no ewentualnie dziewiątym miesiącu :)
OdpowiedzUsuńA ja jeszcze zamawiam tę fotkę z moim Wojtaskiem gdzie siedzimy razem na rufie :P bo jest romantic :P
My dziś klarujemy kotlety.
Wasze zdrowie.
poetycko
OdpowiedzUsuńdziarski rychu