2010-03-28

Bansko

Koncepcja Banska jako miejsca na wypad narciarski pojawiła się spontanicznie w miejsce Garmisch-Partenkirschen i Słowacji. Miało być fajnie i tanio i takoż było :D

Dni były w zasadzie do siebie podobne - pobudka ok. 7.30-8.00, śniadanko w hotelu, podczas którego staraliśmy się zjeść jak najwięcej (bo przecież zapłaciliśmy za wyżywienie!), herbatka, dojazd na stok busikiem z kierowcą Mario i jego złotymi pierścieniami i jazdaaaa aż do 13.00... Potem przerwa kulturalna na piwko z Hanią i Elizką i od 14.00 dalej jazdaaaa... Potem powrót z Mario, wizyta w łaźni tureckiej i saunie, obiad podczas którego jedliśmy ile się dało, bo przecież "w tym domu nigdy się nic nie zmarnowało" (niewtajemniczonych odsyłam TU), piwko tudzież winko z Hanią i Elizką, do łoża i od nowa... żyć nie umierać...

Nawalający codziennie śnieg trochę nam przeszkadzał, ale też bez przesady... w końcu mieszkając w UK do braku słońca jesteśmy przyzwyczajeni...

Z ciekawszych zdarzeń - w końcu zdecydowaliśmy się wziąć instruktora, który niestety udowodnił nam, że na nartach W OGÓLE nie potrafimy jeździć i w rezultacie w ciągu 4 godzin lekcji z Iwo nauczyliśmy się więcej niż przez ostatnie 10 lat...

Dnia ostatniego pojechaliśmy na wycieczkę do Sofii z przewodniczką Marią i jej szponami, ale to już kiedy indziej, bo tamtejsze motywy były raczej ciężkie... :] Bardziej ciężkie niż trzecia fotka od góry
:)

0 komentarze:

Prześlij komentarz