Jak wyżej. Brnęło się po kolana albo i gorzej. Na początku mordęga totalna, a potem piękno gór w najczystszej postaci. I wiatr. I pełnia szczęścia już na górze.
I, co chyba najważniejsze - moja przeciążona łąkotka i, bodajże, schondromalowana rzepka mogą mi teraz, że tak powiem, naskoczyć. Wygrałam! :D






0 komentarze:
Prześlij komentarz