2011-07-18

A Praga tonie...

...w morzu restauracyjnych oszustw. Każda wizyta w praskiej restauracji wystawia na próbę cierpliwość turystów, gdyż po zamówieniu i spożyciu posiłku dostajemy paragon i okazuje się że:
a) Nakrycie stołu (a w wielu przypadkach drewnianej ławy) kosztuje 15 CZK/ os. (ok. 2,5 PLN), przy czym nakrycie stołu  polega na przyniesieniu przez kelnera noża i widelca oraz obecności ketchupu i musztardy na tymże stole.
b) Kilka kromek chleba przyniesionego przed posiłkiem z własnej inicjatywy kelnera jako zakąska, kosztuje 60 CZK (ok. 10 PLN).
c) Miseczka z 10 chipsami, która leży na każdym stoliku, okazuje się mieć przylepioną maleńką etykietkę z ceną - 45 CZK (ok. 7 PLN). Czyli 70 gr za chipsa.
d) Obsługa nie jest wliczona w cenę dań, co jest nam dobitnie komunikowane poprzez informację na paragonie "Service not included" zakreśloną na wściekle żółty kolor.
e) Prawdziwa cena za posiłek jest na paragonie zakamuflowana poprzez pieczątkę przybitą "niechcący" na  pozycji TOTAL, a obok widnieje nowa, wyższa o ok. 10% cena, dopisana długopisem.
f) Gdybyśmy pomimo tych wszystkich zabiegów, wpadli na szalony pomysł, że to KLIENT, a nie kelner decyduje o pozostawieniu napiwku, prascy kelnerzy szybko sprowadzą nas na ziemię i napiwek wezmą sobie sami, wydając nam odpowiednio niższą resztę i znikając zanim zdążymy się zorientować.

Dlatego, wybierając się do praskiej restauracji niezłym pomysłem będzie zabranie kalkulatora, przeliczenie sobie cen zamówionych potraw i pozostawienie dokładnie wyliczonej kwoty bez napiwku. W celach wychowawczych.

Niesmak.

Całe szczęście, że Praga jest piękna. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz