Właśnie przeczytałam fragment książki Robba Maciąga dotyczący podróży rowerem przez Chiny i dosłownie każde zdanie przywołało setki wspomnień... Fajne to uczucie czytać o cudzych przeżyciach, spostrzeżeniach i przemyśleniach i czuć, że są prawie identyczne jak moje własne... To mi przypomina: do roboty! Tym bardziej, że kolano rwie, sztywnieje, mrowi i moja pseudopisanina powoli staje się jedyną odskocznią....
Ale...
Dam radę, jeszcze wszędzie pojadę, wszędzie wyjdę i wszystko wniosę. Nie ma innej opcji po prostu.

Dasz rady :) Czasem przerwa może być długa ale to własnie człowieka potrafi wzmocnić jeszcze bardziej ;) Poza tym zawsze możesz dać graty mężowi a sama na kijkach popierniczać póki co :D Będzie dobrze - zobaczysz - jeszcze kawał świata zaliczycie ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeDzięki :) dokładnie w ten sposób przeszliśmy przez Chamar Daban i przełom Jangcy :)
OdpowiedzUsuń na zawszeA co do przeciwności, to rzeczywiście – przybijają, ale też mobilizują, nie wspominając, ze teraz każde wyjście w góry czy gdzieś to jest pełnia szczęścia, wielka celebracja i w ogóle - dawniej aż tak nie było... w takich sytuacjach pewne rzeczy docenia się jednak bardziej.