Dziwnie tak w Tatrach w listopadzie bez śniegu, zimna i bez wiatru nawet... Nierzeczywiście trochę, jakby się nam Natura zapomniała kompletnie i zasnęła gdzieś w jesiennym słońcu...




I ciekawostka: jeszcze nigdy nie byłam w tak kiepskiej formie fizycznej, co teraz i jeszcze nigdy nie chodziłam tak często, co tej jesieni. I chyba nigdy tego tak bardzo nie doceniałam... a miesiąc temu już prawie nie wierzyłam, że jeszcze kiedyś wyjdę Tam Gdzieś Wyżej...
Trochę się pozmieniało.


0 komentarze:
Prześlij komentarz